Na XVIII niedzielę zwykłą
Data dodania: 2010-08-01
Zastanawiająca jest postać bogacza z dzisiejszej ewangelii. Człowiek ten mimo fortuny, którą udało mu się zebrać, jest człowiekiem, który przegrał życie. Zagubił to co najważniejsze, zatracił sens swojego życia i jednocześnie cel. Zatrzymał się na tym co tu i teraz. A tymczasem człowiek wiary swój cel ma dużo dalej. Meta, którą ma osiągnąć znajduje się poza granicą życia i śmierci. Dobra, które zgromadził wokół siebie nie są już narzędziem. To określeni środki materialne, bardzo jasno wskazuje na to, że są to tylko środki do celu.
W Katechizmie Kościoła Katolickiego możemy wyczytać, że: "Życie chrześcijańskie stara się dobra tego świata ukierunkować na Boga i miłość braterską." Może jeszcze raz. Nigdzie w Piśmie św. Jezus nie potępia zarabiania pieniędzy, ludzi bogatych, jednak ukazuje i akcentuje potrzebę weryfikowania celu. Życie chrześcijańskie stara się dobra tego świata ukierunkować na Boga i miłość braterską.
Dla mnie to niesamowite odkrycie, że dobra materialne, bez których często trudno nam się obyć, mają oprócz ułatwienia nam życia, pewnego luksusu, wygody, bezpieczeństwa, itp. Mają nas ukierunkowywać na Boga i drugiego człowieka. Wyobrażasz to sobie: drukarka i samochód w Twoim domu mają Cię ukierunkować na drugą osobę, a nawet na Boga! Czyli co? Dobra które posiadamy mają nas uwalniać od nich samych a kierować ku wieczności – ogólnie mówiąc. Kiedy to się stanie? Kiedy przedmioty, rzeczy, a także dobra duchowe staną się drogą ku Bogu i człowiekowi? Ano wtedy kiedy nie staną się celem samym w sobie. Jeśli będziemy ich używać i szukać tylko dla nich samych, staną się potężnym zagrożeniem dla naszej wolności i tożsamości. Bo pragnienia i przywiązanie do dóbr doczesnych mogą się rozsiąść w sercu jak mszyca na liściu i pożreć wrażliwość na wartości wyższe. I pewnie też niejedna niejeden z was widział ludzi majętnych, którzy posiadają faktycznie dużo, są bogaci, a jednocześnie tacy biedni.
Można w życiu mieć wszystko pod nosem ale zatracić człowieczeństwo i godność.
Kiedyś rozmawiając z pewną osobą, tak trochę mi się żaliła, że właściwie w domu wszystko co do życia potrzebne jest. Można nawet powiedzieć, że żyją ponad przeciętny standard. Jednak ten mężczyzn zauważył, że coś w domu nie gra, czegoś bardzo brakuje. Powiedział, że mimo tego, że maja dwójkę dzieci ten dom jest pusty. Tak już prawie nikt nie rozmawia ze sobą. Dzieciaki jak wracają do domu, to każdy do swojego pokoju, włącza komputer, albo telewizor i nic ich nie obchodzi. On przychodzi po pracy, czyta jakąś gazetę, albo się położy czy też włączy telewizor, żona często poza domem. Zdarza się, że posiłki jedzą razem ale to się tylko zdarza i praktycznie, nikt nie wie co przeżywa druga osoba. Pustynia w domu. Jakaś kosmiczna porażka życia rodzinnego. Niby dobrze się im powodzi ale ich życie to rodzina klapa.
Są też i takie rodziny, gdzie dzieci nie wiedzą, gdzie pracują ich rodzice, czym się zajmują. Jak zapytasz o ulubiony kolor taty to nikt w domu nie wie. Kiedyś zapytałem przy okazji dłuższej rozmowy pewnego chłopaka jaki kolor oczy ma jego mama – to nie umiał mi odpowiedzieć. Najbliżsi sobie ludzie. Największe więzy krwi i nic o sobie nie wiedzą. Posiadają natomiast wiedzę na temat czego im brakuje i co można by jeszcze kupić gdyby mieć więcej kasy. Nie no, pieniądze są ważne w życiu, ale na litość Boską są sprawy o wiele ważniejsze. I nie mówię tu wcale o myśli o życiu wiecznym, choć wspominając na dzisiejszą przypowieść nie sposób nie spojrzeć na ostateczny cel człowieka, to jednak do tego celu prowadzi nas życie tu na ziemi. No ile my będziemy? Rok, dwa? Trzydzieści lat? Ten czas należy dobrze, wręcz perfekcyjnie wykorzystać.
Leonard Bielecki OFM