Ku czci Cudotwórcy z Padwy - Jarocin
Data dodania: 2011-06-15
W tym roku odpust ku czci św. Antoniego z Padwy przypadał w drugim dniu Zielonych Świątek czyli w święto Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła, a zarazem dzień modlitw fatimskich. Mszy św. koncelebrowanej przewodniczył ksiądz Leszek Woźnica z Kongregacji Oratorium św. Filipa Neri (filipini) z Gostynia. Ojciec gwardian Lesław Szymborski modlił się w intencji Bractwa Charytatywnego św. Antoniego, a także dobrodziejów parafii i klasztoru. Ojciec proboszcz Marek Janus modlił się w intencjach zanoszonych za wstawiennictwem Matki Bożej Fatimskiej. Mimo ze uroczystości odpustowe miały miejsce w poniedziałkowy wieczór, to i tak wzięło w nich udział bardzo wielu parafian.
Ksiądz Woźnica w kazaniu zwrócił uwagę, że w tym roku przypada 780. rocznica śmierci wielkiego kaznodziei i teologa z Padwy. Podkreślił, że źródłem jego wielkiego fenomenu i świętości był Jezus Chrystus i Jego Ewangelia. - Antoni czerpał z Pisma Świętego pełnymi garściami i radykalnie wprowadzał je w swoje życie oraz w życie swoich braci i sióstr. Zasłynął z wielkich, porywających i odważnych kazań, które wygłaszał nie tylko w świątyniach, ale i na placach. Spalał się w tym tak bardzo, że przeżył zaledwie 36 lat. Został kanonizowany w niecały rok po śmierci. (...) Jego niezwykła działalność za życia i zaraz po śmierci spowodowała, że kult Antoniego szybko rozprzestrzenił się po całym chrześcijańskim świecie, w tym również w Polsce. W naszym kraju jest patronem 250 kościołów. Nikt nie liczy kaplic jemu poświęconych. Obraz czy figura z małym Chrystusem na rękach i napisem „chleb św. Antoniego" znajduje się chyba w niemal każdej świątyni - podkreślił filipin. Kapłan odczytał też wiersz Jan Lechonia poświęcony świętemu z Padwy.
Kaznodzieja wspomniał też o tym, że św. Antoni jest postrzegany przede wszystkim jako patron „od rzeczy zgubionych". - Największą i najtrudniejszą „zgubą" jest to, gdy sami się zagubimy i krocząc w mrokach grzechu staniemy nie po stronie Pana Boga, ale przeciwko Niemu. Taki jest wymiar grzechu, który zawsze jest obrazą Boga i nieszczęściem. Wielu uważa, że gdy grzeszą i nikogo tym nie krzywdzą, to tak naprawdę to nie grzech. Każdy grzech jest wymówieniem służby Panu Bogu. I dlatego żaden nie może być lekceważony. On jest krzywdą, która również nas dotyka. Czy po tym, jak zgrzeszycie, czujecie się szczęśliwi? Ja nigdy! Człowiek nie tylko obraża Pana Boga, ale gubi też własne szczęście. (...) Jak pisał Papież Jan Paweł II: każdy nasz grzech to także rana zadana Kościołowi, to zeszpecenie Kościoła - tłumaczył ksiądz Leszek Woźnica. - We wspólnocie Kościoła są nie tylko tacy, którzy grzeszą, ale nawet wręcz grzech pochwalają. Mówią: ja tego czy tamtego za grzech nie uważam. To jest już relatywizm moralny. A przecież o tym, co jest grzechem, nie decyduje nasze osobiste przekonanie tylko Bóg. Największym nieszczęściem jest, gdy człowiek stawia siebie w miejsce Boga. I chce decydować o tym, co dobre, a co złe. To pokusa stara jak świat. Pokusa, której każdego dnia, poddaje nas szatan.
Kapłan podkreślił, że współczesne zagrożenia przyjmują zupełnie nowe formy m.in. „parad równości" czy prób traktowania związków homoseksualnych na równi z małżeństwami. - Na ulicach miasta organizowane są pochody na rzecz grzechu. I mówią nam, że to wolność. A jeśli ktoś jest im przeciwny, to usłyszy, że nie jest postępowy - dodał duchowny. Na zakończenie Eucharystii odbyła się procesja z Najświętszym Sakramentem. Już po raz drugi trasa procesji wiodła nie jak do tej pory wokół placu kościelnego, ale przez Ogród Różańcowy i obok groty poświęconej Matce Bożej z Lourdes.
Po wszystkich poniedziałkowych mszach świętych, przy wyjściu z kościoła za dobrowolny datek można było otrzymać „chleb św. Antoniego". Dochód ze sprzedaży 200 małych bochenków przeznaczony będzie na pomoc potrzebującym, którą od szesnastu lat zajmuje się we franciszkańskiej parafii Bractwo Charytatywne.
Lidia Sokowicz