O. Prowincjał o św. Franciszku - Jarocin
Data dodania: 2011-10-07
Uroczystej Mszy św. koncelebrowanej, odprawionej we wtorkowy wieczór w kościele parafialnym św. Antoniego Padewskiego dla uczczenia św. Franciszka, przewodniczył prowincjał, ojciec dr Filemon Janka. Dzień wspomnienia założyciela zakonu to także święto poznańskiej prowincji franciszkanów, której patronuje Biedaczyna z Asyżu. Eucharystię sprawowano w intencji wszystkich czcicieli św. Franciszka oraz dobrodziejów klasztoru i parafii. Był to również początek kilkudniowej wizytacji kanonicznej przeprowadzonej przez prowincjała przed zbliżającą się kapitułą. Dzień wcześniej w parafii odprawione zostało nabożeństwo „Transitus".
Ojciec Lesław Szymborski, gwardian jarocińskiego klasztoru na wstępie Mszy św. przypomniał, że święty Franciszek był człowiekiem niezwykłym w swojej prostocie i w głębi przeżywania Ewangelii, a dzięki swojemu radykalizmowi i gorącemu umiłowaniu Boga stał się siłą Kościoła w XIII wieku. - Także dziś świadectwo jego życia i przesłanie stają się szczególnie mocne w świecie, w którym jakże potrzeba Franciszkowego „pokoju i dobra". (...) Kościół i klasztor można zobaczyć. Ale najważniejsze jest to, co dokonuje się we wnętrzach, w sercach tych, do których zostaliśmy posłani jako bracia mniejsi. Ojcze prowincjale, nasza zakonna i kapłańska posługa w Jarocinie obejmuje ponad 9 tys. wiernych i ponad tysiąc osób będących na służbie Ojczyzny w mundurach oraz ich rodziny. Moi współbracia na co dzień katechizują też w szkołach. Wszyscy służymy tym, którzy szukają Boga - powiedział ojciec Lesław.
W kazaniu ojciec dr Filemon Janka podkreślił, że czas wizytacji jest bardzo istotny, gdyż dotyczy on przyszłości nie tylko prowincji, ale i zakonu franciszkańskiego. - Staramy się dokładnie przeanalizować minione lata, obiektywnie ocenić to, co udało nam się zrobić, poprawić, osiągnąć. Dziękując za całe otrzymane dobro, krytycznie spoglądamy w przeszłość, aby stwierdzić co spowodowało, że być może oddaliliśmy się od naszego charyzmatu. Zastanawiamy się nad tym, co minęło, ale patrzymy w przyszłość, do przodu. Na to, co przed nami się jawi. Dokonujemy więc swoistego obrachunku z przeszłością, aby móc założyć mocny fundament do budowania naszej przyszłości. (...) W takich momentach przychodzi nam z pomocą nasza historia w myśl maksymy, że „historia jest nauczycielką życia". Historia pokazuje nam, w jaki sposób żyć, aby uchronić się przed niebezpieczeństwami, które niosą wszystkie czasy, w jakich przypadło żyć naszym poprzednikom, a zwłaszcza naszemu założycielowi - św. Franciszkowi. Od nich należy czerpać moc i siłę do przezwyciężania trudności naszych czasów - tłumaczył prowincjał. Nawiązał także do ostatniej wizyty Benedykta XVI w swojej ojczyźnie, która jest kolebką reformacji. - W sposób bardzo delikatny, ale i konsekwentny papież ukazał nauczanie i doktrynę Kościoła, który za cenę kompromisu nie może uczestniczyć w procesie, który od wieków kształtował się jako błędna teologiczna doktryna. Dlatego wizyta w miejscu życia Marcina Lutra była gestem ekumenizmu wobec ludzi, którzy tę doktrynę wyznają. Gestem szacunku wobec wielu szlachetnych osób, którzy w tej wierze trwają. Nie była zmianą fundamentalnych praw, którymi Kościół żyje od początku, co byłoby na rękę wielu współczesnym ludziom i mediom, które w epoce postmodernizmu utraciły obiektywne pojęcie prawdy, dobra i piękna. W pewnym sensie można zrozumieć myślenie Marcina Lutra, które nieodrodnie wpisane było w czasy, w których przyszło mu żyć. Przecież wtedy, podobnie jak i dziś, na nowo przeżywały swój renesans idee humanizmu i to tego najbardziej radykalnego, który swój początek ma w starożytnej Grecji, z Protagorasem na czele. „Homo mensura" - „człowiek miarą wszystkich rzeczy". Stąd zasady reformatorów: „sola fide, sola gratia, sola scriptura" - „tylko wiara, tylko łaska, tylko Pismo Święte", a w konsekwencji „tylko ja". Dzisiaj przeżywamy to samo. Wielkość człowieka urasta do megapotęgi - mówił kaznodzieja. Dodał, że Kościół, tak jak Chrystus był zawsze znakiem sprzeciwu. - Możemy powiedzieć, że jesteśmy na „topie", ale przecież nie o to chodzi. To jest właśnie konsekwencja współczesnego humanizmu, który za „na topie" uznaje tych, którzy mają najlepsze wyniki sondażowe. Jesteśmy „na topie", bo prorok naszych czasów, Ojciec Święty Benedykt XVI, w ten sposób, jak św. Franciszek i myśliciele naszego zakonu, pokazuje prawdę o Bogu i o świecie: w oparciu o miłość, która jest fundamentem wszelkiego istnienia. I w tym nie różni się niczym papież od naszego założyciela. Ten Chrystocentryzm św. Franciszka i jego uczniów, szczególnie na początku w pierwszej fazie tworzenia wspólnoty zakonnej, ukształtował jego tożsamość. I winien kształtować także naszą tożsamość, gdyż to Chrystus jest „alfą i omegą, początkiem i końcem". Dlatego to właśnie do Niego mamy się nieustannie odwoływać, również w życiu zakonnym. To od Niego wszystko zależy, nawet, jeśli na podstawie sondaży może się wydawać coś innego - podkreślił prowincjał.
Ojciec Filemon zachęcał wszystkich do odkrywania na nowo piękna szkoły franciszkańskiej. - Możemy zrozumieć na nowo i podjąć to zbyt często powtarzane zdanie św. Franciszka: „Bóg mój i wszystko moje". Aby tak powiedzieć trzeba mieć ogromną wiarę i nadzieję, ale przede wszystkim miłość. Bo to zdanie nie wynika tyle z diagnozy rzeczywistości, o którą zabiegają prawie wszystkie ośrodki badania opinii publicznej, ale z miłości do ludzi i do czasów, w których się żyje. Nie wynika z niemożliwości fizycznej obrony przed złem, które ma do dyspozycji nowoczesne środki przekazu informacji i ogromne pieniądze. To zdanie „Bóg mój i wszystko moje" wynika z franciszkańskiej prostoty, która przez wieki towarzyszy wielu świętym naszego zakonu i z przekonania, że Bóg jest większy niż problemy, z którymi przyszło nam się zmagać. To właśnie ze względu na Niego podejmujemy życie zakonne, które jest zupełnie niekompatybilne z charakterem współczesności oraz anachronizmem i staroświeckością dla wielu ludzi. W związku z tym, mając na uwadze historię zakonu, życzę swoim współbraciom i wszystkim uczestniczącym w tej uroczystej mszy św., abyśmy żyjąc charyzmatem św. Franciszka pokazywali dobro, piękno i prawdę w sposób rzeczywiście adekwatny, odpowiadający poznaniu tego, kim jest Bóg, kim jest człowiek i czym jest rzeczywistość, która nas otacza - podsumował franciszkanin.
Na zakończenie mszy św. prowincjał wręczył przedstawicielom rodzin z parafii św. Antoniego obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Wizerunek został poświęcony w czasie nawiedzenia parafii św. Antoniego przez kopię Ikony Jasnogórskiej. Przez najbliższe trzy, cztery lata będzie przekazywany od domu do domu w ramach tzw. małego nawiedzenia. W każdej rodzinie obraz będzie „gościł" przez dobę. Po Eucharystii każdy mógł również uczcić relikwie św. Franciszka.
Lidia Sokowicz