|
Działy
Aktualności
Na 3. niedzielę adwentuData dodania: 2011-12-11W ten szczególny adwentowy czas, który przygotowuje nas, na przyjście Zbawiciela, w Tajemnicy Bożego Narodzenia, gromadzimy się w Dzień Pański na Eucharystii, we wspólnocie, aby prosić Boga o siłę w realizowaniu naszych postanowień, które podejmujemy z miłości do Niego. Jakże wspaniale w to święte oczekiwanie, wpisuje się dzisiejsze adwentowe świadectwo Jana Chrzciciela, które słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii: Jam jest głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz.
Moi drodzy jakże silne musiało być to świadectwo, że w jego osobie Żydzi widzieli: Mesjasza, Eliasza czy jakiegoś innego proroka. Dla wielu pokoleń stał się on przecież symbolem ładu moralnego, wierności zasadom, których nie można nie bronić. Nic dziwnego, że stał się On potem w Kościele bardzo popularnym patronem. Ktoś obliczył, że spośród wszystkich ludzi wyniesionych na ołtarze, najwięcej (bo blisko trzystu) nosiło imię Jan, przy czym dla większości z nich patronem był właśnie św. Jan Chrzciciel. Także najwięcej papieży, bo aż dwudziestu trzech, przyjęło to imię. Również dziś, Kościół nie bez powodu przywołuje jego osobę, ponieważ jest on znakiem dla nas, ludzi żyjących w XXI. Jest znakiem, który nadal wskazuje na Chrystusa i woła: Wy teraz macie być moim głosem wołającym we współczesnym świecie, który wlewa w ludzkie serca nadzieję i miłość, budzi z letargu zobojętnienia, do życia wiarą. Przecież na naszych oczach ludzie odchodzą od Kościoła, depczą Ewangelię i Dekalog. Na naszych oczach nasi bliźni śmieją się z Kościoła, do którego, przez chrzest święty w istocie należą, to na naszych oczach zło dobrem nazywają. Dzisiejsze Słowo Boże skłania mnie i ciebie do refleksji, czy rzeczywiście jestem widocznym znakiem Chrystusa, którego narodziny za dwa tygodnie będziemy świętować. Czy czasem nie stoję z założonymi rękami i usprawiedliwiam się mówiąc: Co ja mogę zrobić, takie czasy. Niedawno wraz z moim współbratem brałem udział w Forum Młodych we Wrocławiu, gdzie uczestnicy zastanawiali się nad tematem: Znajdź swoje miejsce w Kościele. Jakże ten temat współgrał z tegorocznym hasłem duszpasterskim: Kościół naszym domem. Na tym, trzydniowym sympozjum odkrywaliśmy wartość i posłannictwo kościoła w XXI wieku. Jednym z wniosków tegoż spotkania było takie oto zdanie: Współczesny człowiek, szczególnie młody, buntuje się przeciwko Kościołowi - Chrystusowi, bo nikt mu nie pokazał jak bardzo Kościół go kocha. Jak bardzo Chrystus go kocha. I tutaj właśnie, w tym w wymiarze, odkrywamy pole, gdzie własnym świadectwem życia, możemy drugiemu człowiekowi, może sąsiadowi, koledze z klasy, współpracownikowi, pracodawcy, bratu czy siostrze, synowi czy córce, mężowi czy żonie pokazać, że Chrystus go kocha. A zrobisz to, kiedy okażesz mu zainteresowanie, pomoc, cierpliwość, ukażesz mu prawdziwe człowieczeństwo, które zakorzenione jest przecież w Chrystusie. Ponieważ miłość jest prawdziwym świadectwem wiary Chrześcijanina. Chrześcijanin nie jest daleki ani chłodny wobec innych ludzi. Nie jest stoikiem, dla którego cnota jest jedynie środkiem, aby zyskać uznanie. Nie jest też sentymentalny, ale raczej dobry dla wszystkich. Zdolność miłowania i dobroć promieniują od chrześcijanina, bo sam czuje, że jest kochany przez Boga. Przez swą cnotę jest on światłem świata, a cnota, którą wypracował nie ma być ukryta, ale praktykowana. Prawdziwa miłość nie widzi innych tylko jako osoby, które musi znosić. Widzi w nich obraz Boga, widzi dusze, za które Chrystus oddał życie. W każdym braku i upadku widzi nie okazję do pogardy, ale sposobność do pomocy. Daje siebie, bo ktoś, kto posiada tak wielkie skarby, jest przymuszony pragnieniem, aby dzielić je z innymi. Ma Boga w sercu, więc niczego nie potrzebuje jak tylko dać Go innym. Może, ktoś powiedzieć, że to idealistyczne gadanie, ale właśnie do tego ideału, przez sakramenty chrztu i bierzmowania, każdy z nas jest powołany. W swoim, życiu zakonnym, choć jest krótkie, spotkałem wielu ludzi, którzy przez lata żyli daleko od Kościoła i sakramentów i nie widzieli w tym nic złego. Dopiero szczera, rozmowa z drugim człowiekiem, który z miłości do Chrystusa, ukazał im piękno, życia prawdziwie chrześcijańskiego, dopiero wtedy odkryli, że: Chrystus tak naprawdę niczego, im nie odbiera, ale każdego dnia obdarza ich swoją miłością. Zanieśmy również my, świadectwo naszej wiary, do naszych domów, szkół, zakładów pracy, do wszystkich tych, którzy tego świadectwa potrzebują i pokrzepiajmy bliźnich słowami, które czytamy w księdze proroka Izajasza: Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg przychodzi, aby was zbawić. Oskar Lewandowski OFM
Poleć stronę franciszkanie.net Poleć naszą witrynę swoim znajomym
![]() Refleksje Koroną mądrości - bojaźń Pańska, dająca pokój i czerstwe zdrowie. (Syr 1,18) ![]() |